PRZEMIANA I TRWANIE

Jeżeli uznajemy fakt naszych przemian, jako rozwijających się w kierunku doskonałości boskiej, to musi istnieć ich kres w sensie „zjednoczenia się” z Bogiem, utożsamienia się z bóstwem. Ogro­mna liczba systemów filozoficzno-psychologicznych widzi w spo­sób bezpośredni lub pod wpływem systemu teologicznego naszą „przemianę” w Bogu, jako konieczny proces utraty cech ludzkich, odrębności, samoświadomości, a nawet konkretnych zaintereso­wań indywidualnych, związków uczuciowych. Szczytem rozwoju i połączenia się z Bogiem jest koniec istnienia człowieczego, ko­niec uczuć i dążeń ludzkich, jako mniej wartościowych, indywi­dualnych, uczuciowych. A więc „stałość i solidność”, przedstawia­ne nam przez nasze umysły, są tylko pozorne. Taki jest werdykt rozumu. Formy ujmowane przez ludzkie doświadczenie są oparte na iluzji.Dlatego też wszyscy mistrzowie mistycyzmu religijne­go i filozoficznego podkreślali konieczność odrzucenia swego „ja”.Stałość i solidność jest możliwa tam, gdzie wielość przecho­dzi w jedność. Tam znika różność, odrębność. Koncepcja stopnio­wania, wielopoziomowość, ma znaczenie jedynie dla inteligencji ograniczonej, która dostrzega różnicę w rzeczach. Gdy mnogość świata przechodzi w jedność, wychodzi się według S. Radhakri- shnana poza pojęcie stopni. Filozoficzno-teologiczna analiza transcendencji wskazuje, że prawda ukryta poza światem jest w rzeczywistości istotą trwałą, że ta prawda ukryta pomiędzy nami jest naszą własną, trwałą boskością. Musimy więc przyjąć kres naszego rozwoju. Według Radhakrishnana trudno jest pojąć u Ramamudży, jaki związek zachodzi między ciągłym rozwojem a tożsamością istotną „ja”.

WYRZECZENIE

Większość filozofów i teologów oraz świętych hindus­kich, tybetańskich, buddyjskich, zen — operuje bardzo często ter­minem wyrzeczenie. Mówi się ogólnie o konieczności wyrzecze­nia się niższych, zmysłowych potrzeb i przywiązań. Ale mówi się także o wyrzeczeniu się najgłębszych duchowych związków uczu­ciowych. W ciągu całych dziejów chrześcijaństwa aż do ostatnich czasów operowało się pojęciem i praktyką wyrzeczenia. Zakonni­cy musieli się wyrzekać wielu kontaktów z innymi, mieli przepi­sany tylko ograniczony czas na rozmowy ze swoimi współ­towarzyszami klasztornymi. Wiele religii nie pozwalało widzieć się z umierającymi czy ciężko chorymi rodzicami. Takie metody postępowania były oparte na specyficznej interpretacji częścio­wego tylko nastawienia twórców chrześcijaństwa, głównie na wy­powiedziach św. Pawła, że już działa nie on, ale Chrystus w nim. Praktykę tę stosowano według mnie wbrew przeważającym opi­niom Chrystusa, który miał i pragnął na wieczność zachować indywidualne związki uczuciowe z apostołami, Łazarzem, Marią i Martą, św. Janem, i który w stosunku do łotra — towarzysza śmierci krzyżowej, wypowiedział słowa: „jutro będziesz ze mną w raju”.Asceci, święci i teologowie Wschodu poszli niepomiernie lej. Według nich, musimy się wyrzec nie tylko bliskich w zna­czeniu fizycznym, ale i duchowym. Nie ma tam prawie mowy o spotkaniu i trwałym życiu duchowym w świecie transcendental­nym. Musimy się nadto wyrzec własnej indywidualności, osobo­wości, świadomości indywidualnej, a nawet miłości. Musiihy się | także wyrzec rozróżnienia podmiotu i przedmiotu. Wyraża się to  w formie istnienia-nieistnienia albo w nirwanie.

PODKREŚLANA WARTOŚĆ

Jakie moglibyśmy wyciągnąć wnioski z tych rozważań? Struk­tura i siła esencji indywidualnej, a więc m.in. trwała, niepowta­rzalna, jedyna miłość i przyjaźń nie musi się rozpaść, jeżeli istnie­je jakikolwiek sens życia. W przeciwnym razie najwyższe nauki 0   supremacji miłości, o najwyższej wadze przyjaźni i miłości, byłyby czczą gadaniną.Ezoteryczne rozważania o przetrwaniu czy nieprzetrwaniu mi­łości i przyjaźni w filozofii hinduskiej, buddyjskiej, w mentalizmie   innych filozofiach i teologiach Wschodu — są pełne sprzeczności i nieporozumień. Cóż bowiem oznacza u P. Bruntona zachowanie możliwości porozumienia się ze zmarłymi, możność ostrzegania żyjących przez bliskich zmarłych, najgłębsze ale krótkotrwałe spotkania — po śmierci, jeżeli są to tylko kontakty z własną wy­obraźnią? Cóż oznacza podkreślana przez tegoż autora najwyższa wartość miłości indywidualnej, jeżeli ma ona w konsekwencji złą­czenia z ,,ja najwyższym” ulec całkowitemu zniszczeniu? Jeżeli taka jest rzeczywistość, to jest ona niegodna człowieka, niesprawiedliwa, pełna bezduszności i fałszu. A wtedy nasuwa się przekonanie, że niektóre jednostki autentycznie ludzkie myślą i czują w sposób bardziej doskonały niż „ja najwyższe”, pierwsza zasada itd. Należy z tego wyciągnąć wnioski, że człowiek własną siłą szlachetności i miłości potrafi zbudować nowe funkcje i orga­ny, które byłyby zdolne szlachetniej urządzić świat i życie. Być może, osoby te mogłyby zbudować także trwałość i nieśmiertel­ność swoich indywidualnych związków uczuciowych.

SYSTEMY FILOZOFICZNE

Systemy filozoficzne i teologiczne, doświadczenia ezoteryczne wyrażają próby dotarcia przyjaźni i miłości poza grób. Są one fragmentaryczne, niepewne, ale przepojone często żarem dociekli­wości. Filozofie hinduskie, buddyjskie, systemy ezoteryczne są tu naj­częściej wyrazem postawy monistycznej. Paul Brunton twierdzi, że niektóre jednostki mogą spotkać i rozpoznać po śmierci osoby drogie, rodziców i przyjaciół, którzy odeszli. Jeżeli miłość rzeczy­wiście istnieje, połączy ich ona na pewno. Z naszego ziemskiego punktu widzenia ma być to jednak spotkanie dwu kochających się osób jakby we śnie, gdzie szczęście nie jest mniej żywe, jak w ży­ciu ziemskim. W zależności od poziomu rozwoju, jednostka zmarła spotka różne poziomy grup ludzkich, ale spotkania będą tylko „mentalne” i stosunki z nimi będą wyobrażeniowymi. Jeśli zmarły spotka swoich bliskich po śmierci, to jednak po to tylko żeby się znowu od nich oddzielić. Jest więc rozsądne uzyskać wie­dzę, że stały związek z innymi nie istnieje, kiedy się odkrywa „ja” trwałe. Paul Brunton uważa, że „głęboki i szlachetny afekt prze­kracza odcięcie, spowodowane śmiercią. Przenosi się drogą kocha­jących myśli do świadomości osoby żyjącej i daje jej, jeżeli jest dostatecznie czuła, wrażenie obecności. Może ona nawet, w wy­padkach niebezpieczeństwa, powodować ze strony bliskiego zmar­łego opiekę. Powiedzenie, że miłość przezwycięża wszelkie rze­czy, nie jest mówieniem w próżni, ponieważ cudowna możliwość złączenia się jest tylko skarbem kosmosu. Tak, jak żyjący mogą poznawać prawdziwe przejawienie się zmarłego i uzyskać porozu­mienie, autentyczne zjawisko przeciwne może się również zreali­zować” .

PRZYJAŹŃ I MIŁOŚĆ

Nie jest prawdą, jak często się powtarza, że miłość w głębokim akcie związku seksualnego i psychicznego wyraża się w zjednoczeniu i braku potrzeby rozróżnienia między kochający­mi. Jeszcze bardziej jest to oczywiste w przyjaźni. Możemy powie­dzieć, że autentycznie głębokie uczucia wymagają okresowo lub stale rozróżnienia siebie od przedmiotu tego uczucia. Identyfikacja pełna jest możliwa tylko z sobą. Identyfikacja kompletna z innymi zaprzecza naszej faktycznej wartości. Można kogoś kochać, być w najgłębszej przyjaźni, ale z odróżnieniem tego kogoś od nas. Bez tego odróżnienia uszczuplamy nasze autentyczne przeżywa­nie, osłabiamy prawa indywidualnego rozwoju i zróżnicowania.„Ja” i „ty” mają coś z absolutu, i czym wyższe, tym są bardziej odrębne, co w niczym nie zmniejsza napięcia, złożoności i poziomu porozumienia z innymi, przyjaźni i miłości z nimi. To jest właśnie istotą związku przyjaźni i miłości. Jeżeli chodzi o przyjaźń i mi­łość po śmierci i stosunek do umierającego, są to problemy dla ludzi o wysokim poziomie kultury. Są one dominującymi tematami ich najgłębszych przeżyć. Są one tematem ksiąg umarłych (tybe­tańska, egipska i inne), są tematem największych dzieł ludzkich: malarskich, muzycznych, poetyckich, dramatu i tragedii, z trage­dią grecką i dramatami Williama Szekspira na czele. Wielu ludzi o sercu najczulszym, nienasyconym umiera po stracie najbliższych w ciągu kilku tygodni lub miesięcy,- wielu kończy samobójstwem, wielu skrywa tragiczne rozdarcie przez całe życie.

ODRZUCENIE JEDNOŚCI

Inaczej nie ma Boga miłości, ale jest najwyższego rzędu dyk­tator, który stworzył nadmiar cierpień ludzkich, bardzo wyraźnie zindywidualizowanych i w rozwoju coraz bardziej się indywidu­alizujących przy naszym udziale, po to, aby po tym zdetermino­wać niezależny od nas proces „kropla—morze”, proces identyfi­kacji bez zachowania naszej esencjalnej struktury. Jeżeli tak jest, to jest to przeciw nam, przeciw „prawdziwie boskiej” i „prawdzi­wie ludzkiej” moralności. Jeżeli rzeczywiście tak jesteśmy zdeterminowani, to my sami stwarzajmy powoli inną, ludzką moralność i rzeczywistość. Przez najgłębiej pojęte przez nas dobro i empatię, przez wysiłek tworze­nia nowych funkcji, twórzmy rzeczywistość ludzką odrębnych „ja” i odrębnych „ty”, które wyrażałyby najwyższą rzeczywistość i najwyższą harmonię odrębności naszych i odrębności innych je­dnostek, połączonych empatią i gotowością do ofiary w trudno­ściach. Byłoby to realizowanie rzeczywistości „ja” — „ty” nie chaotyczne, nie oparte na prawie coraz mniejszego zróżnicowania, ze skazaniem go na zstąpienie do najniższej formy istnienia w nie- zróżnicowanej jedności. Odrzucajmy jedność, nie daje ona bo­wiem nic z komplikacji pozytywnej, nic z rozwoju, nic z milionów lat dążeń do zróżnicowania, daje potworny twór — nieświadomy, nie istniejący lub półistniejący, daje istnienie-nieistnienie albo nirwanę.

ILOŚĆ DUSZ

Dusz jest niezliczona ilość. Gdyby tak nie było, to każdy miałby świadomość uczuć i myśli wszystkich innych jednostek. Gdyby we wszystkich ciałach obecna była jedna dusza, to w przypadkach doznania przykrości czy przyjemności przez kogoś jednego, wszy­scy mieliby to samo doznanie, a jednak tak nie jest. W niektó­rych poglądach teologów chrześcijańskich znaleźć możemy po­gląd, że na szczytach rozwoju następuje odrzucenie uczuć i dążeń ludzkich, konieczność zachowania tylko rozumu oraz abstrakcyj­ne myślenie, jako jedyna droga do identyfikacji z bóstwem, z naj­wyższym czystym rozumem. Stanowiska te są wyrazem logicz­nych, głównie apriorycznych ujęć, bez uwzględnienia tego, co istotnie ludzkie w stosunku do rozumienia i przeżycia swojego „ja” w sensie empirycznym i hierarchicznym (idealne, ujęte jako najwyższy poziom empiryzmu).Jeżeli przyjmujemy, że Bóg jest nie tylko najwyższym rozu­mem, ale i najwyższą miłością, musimy przyjąć, że stworzone przez niego nasze umiłowanie, nasza świadomość, nasze trwałe związki uczuciowe zawarte w naszym „ja”, jako stanowiące esen- cjalne jądro tego „ja”, nie mogą być egoistycznie, autokratycznie odrzucane, niszczone, determinowane z góry, bez naszego udziału.

OD TYSIĘCY LAT

Nasze „ja” wyższe ma więc poczucie pokory i po­tęgi, miłości i niezależności. Może i powinno być podstawą nie­śmiertelności indywidualnej, która — jeśli nie jest dana w rzeczy­wistości — jest postulowana jako jedyne usprawiedliwienie „tra­gedii rozwoju”, jako jedynego sensu coraz większego zróżnicowa­nia rozwojowego, jako jedynego usprawiedliwienia wzrostu świa­domości i empatii. „Tragedia rozwoju”, polaryzacja między „ja” i nie „ja”, między rozwojem i zachowaniem, między nieśmiertel­nością indywidualną a procesem wchłaniania nas przez jakąś za­sadę najwyższą czy bóstwo — jest tematem teologii i filozofii ogól­nej, mistycznej, moralnej. W drodze osobowego rozwoju w na­szym myśleniu i naszych przeżyciach podejmujemy niezrozumiałe, nieludzkie próby i doświadczenia zaprzeczające kierunkowi i sen­sowi naszego rozwoju. Od tysięcy lat, w filozofii hinduskiej, prowadzone są dyskusje na temat niższego „ja” i „wyższego” czy „najwyższego” „ja”, któ­re — przy bliższej analizie — przestaje być naszym „ja”, a staje się duchem, bytem na pograniczu niebytu. Staje się ono niezróż- nicowaną częścią bóstwa, zasady istnienia ogólnego. Według Bud­dy „lgniemy do naszego małego ja» ciężko walczymy, aby mu zapewnić dalsze trwanie, trwanie przez całą wieczność, a «<fałszywe poczucie ja» jest główną ostoją indywidualnego istnienia” . Według Vivekanandy musimy się rozstać z naszą „małą osobo- wością”, z jej świadomością i odrębnością.

DROGA PROCESU

W tych warunkach, z nieświadomego, sprzężonego lub zjedno­czonego z popędami naszego „ja”, powstaje nowe „ja”, jednoczące się coraz bardziej z dynamizmami wyższymi, prospektywnymi, idealnymi, a zaprzeczające własnej prymitywności i popędowości. Ten proces idzie drogą wzmożonej pobudliwości psychicznej i jej intrawertyzacji, drogą nieprzystosowań pozytywnych, kon­fliktów wewnętrznych, cierpienia i empatii, nerwowości i psycho­nerwicy. Te wszystkie dynamizmy powodują rozbicie „ja” na war­stwy. Powoli następuje przesunięcie lokalizacji „ja” na najwyższe poziomy. Zdobywanie „ja” wyższego, to droga dramatu jednostki, czasem droga agonii, droga uruchomienia częściowego instynktu śmierci. Proces ten — zawierający elementy wyrzeczenia się — ma także elementy kontynuacji (zachowanie) siebie. „Ja” — wyż­sze odrzuca niższe poziomy „ja” — niższego, ale zachowuje z nie­go, ze swojej przeszłości to, co najbardziej ludzkie, najbardziej idealne, a więc: najwyższe zainteresowania i uzdolnienia, wyłącz­ne, trwałe, niepowtarzalne i jedyne związki uczuciowe, przeżycio­wą i intelektualną pamięć swej tożsamości, pamięć swojej historii rozwoju. Są to podstawy do zachowania siebie i zmiany siebie, po­stępu i nieśmiertelności, przekształceń i trwania. Samouświado- mienie, samowybrane, samopotwierdzone i samo wychowujące się właściwości nazwaliśmy osobowością, która jest celem naszego rozwoju, a zarazem skutkiem świadomych procesów dezintegracji pozytywnej.

W DYNAMIZMACH

W tych dynamizmach warstwowych osoba nie tylko spostrzega siebie, ale tworzy plany przekształcenia siebie. Dynamizm „przedmiot-podmiot” w sobie zaczyna się wyrażać w postawie przekształceniowej. Zatrzymuje­my się w swoich czynnościach, przypatrujemy się im, oceniamy ich poziom, przeżywamy niezadowolenie z pewnych elementów swojego postępowania, przekształcamy je. Często na stałe elimi­nujemy je z własnej psychiki. W strukturze psychicznej dynami­zuje się tzw. czynnik trzeci, który jest jednym z najwyższych dy- namizmów rozwojowych w naszym życiu, obok czynnika pierw­szego (konstytucja) i czynnika drugiego (wpływ środowiska ze­wnętrznego). Ten czynnik trzeci afirmuje lub neguje pewne cechy konstytucji, pewne cechy temperamentalne, pewne cechy prostego typu psychologicznego oraz pewne wpływy otoczenia. Jedne przyjmuje i potwierdza, inne neguje i eliminuje. Jest to zatem czynnik afirmacji i negacji w obu środowiskach, a zarazem czyn­nik stałego wyboru. Do głosu dochodzi też dynamizm nieprzysto­sowania pozytywnego, obok dynamizmu przystosowania pozytyw­nego. Oba te dynamizmy mają już charakter retrospektywny i pro­spektywny: nie przystosowują osoby do tego, co mniej rozwo­jowe, niższe, prymitywniejsze, a przystosowują się do tego, co bardziej rozwojowe, wyższe, bardziej skomplikowane. Ostatnie cztery dynamizmy mają właśnie charakter retrospektywny i pro­spektywny. Wybierają i odrzucają pewne elementy z przeszłości i teraźniejszości w sobie, szukają i budują „prospektywnie” wyż­sze hierarchie wartości i na nich opierają swoje zachowanie. W procesie rozwoju osobowego kształtuje się świadoma postawa teleologiczna, oparta na rozwijającej się diagnozie własnego po­ziomu rozwojowego i diagnozie własnej hierarchii wartości. Stąd płynie „urzeczywistnienie” idełu, jego coraz silniejsze percypowa- nie i jego dynamizacja.