DWIE ESENCJE OSOBOWOŚCI

Oso­bowość zawiera dwie esencje: indywidualną i wspólną. Istotą esencji indywidualnej są takie właściwości, jak najważniejsze za­interesowania i uzdolnienia, wyłączna, niepowtarzalna, jedyna mi­łość i przyjaźń, świadomość identyfikacji z sobą i z własną histo­rią rozwoju. W skład cech wspólnych z innymi ludźmi na pozio­mie osobowości (esencji) wchodzą: empatia, autentyzm, autono­mia, odpowiedzialność itp. Esencje te podlegają zmianom ilościo­wym, a nie podlegają zmianom jakościowym. W trakcie rozwoju mogą wejść do osobowości inne właściwości obok esencjalnych, ale nie zmienią one miejsca i znaczenia centralnych właściwości esencjalnych. Odmiennie ujmuje to zagadnienie filozofia hinduska, tybetań­ska czy zen. Anagoryka Govinda twierdzi, że celem człowieka jest dysolucja (roztopienie) jego indywidualnego ducha w duchu po­wszechnym. A stopień rozwoju zależy od stopnia, w którym iluzja „ja” będzie przezwyciężona. Ten sam autor twierdzi jednocześ­nie, że: „Cokolwiek jest urodzone, musi umrzeć; wszystko złożone musi ulec rozkładowi, a cele ziemskie ulegają zniszczeniu”. W in­nym miejscu czytamy, że rytualna muzyka tybetańska nie jest związana z uczuciami czasowej indywidualności, ale z wiecznymi, bezczasowymi jakościami powszechnego życia, w którym nasze osobiste radości i smutki nie istnieją . Według P. Bruntona, umysł ograniczony patrzy na wszechświat przez swoje małe okienko, podczas gdy „umysł świata” (Esprit du Monde), działający przez nas, spostrzega swoją ideę wszechświata w sposób nieograniczo­ny .

INDYWIDUALNOŚĆ I OSOBOWOŚĆ

Pojęcie i zjawisko indywidualności i osobowości nie są wystarczająco wyodrębnione w psychologii, filozofii i pedagogice. Indywiduum może znaczyć to samo co jednostka, osoba. Osobo­wością nazywa się zazwyczaj określony zespół cech indywidual­nych człowieka. Nie ma wyraźnego zróżnicowania między indy­widualnością a osobowością. Gdybyśmy do obu tych pojęć dodali przymiotnik wybitna, mielibyśmy dalej brak zróżnicowania mię­dzy obu pojęciami. Mielibyśmy dwa nowe terminy: wybitna in­dywidualność i wybitna osobowość, które dalej zachowałyby bli­skość synonimiczną. W naszym ujęciu pozostajemy przy dotych­czasowym znaczeniu wyrazu indywidualność, natomiast zupełnie inaczej ujmujemy pojęcie osobowości.Osobowość nie jest właściwością wszystkich ludzi, ale tylko tych, którzy dochodzą do „poziomu osobowości” poprzez skompli­kowaną, ciężką drogę życia, pełną doświadczeń, pracy nad sobą, cierpień, dezintegracji. Stanowi ona najwyższy poziom, możliwy do osiągnięcia przez człowieka w tym świecie. Jest to cel i re­zultat procesu dezintegracji pozytywnej, a więc rezultat świado­mego rozwoju, świadomych konfliktów wewnętrznych, świado­mej hierarchizacji, świadomego nieprzystosowania do niższych poziomów wartości i świadomego przystosowania do ideału.

W ROZWOJU OSOBOWYM

W rozwoju osobowym wyróżniamy zarówno poziomy rozwoju inteligencji, jak i poziomy rozwoju uczuć i dążeń. Nawet radość z powodu rozwoju i inteligencji jest uczuciem,- przeżycie roz­woju czynności intelektualnych — jest uczuciem. Bez istnienia 0   rozwoju struktury i funkcji uczuciowych przestalibyśmy istnieć jako ludzie, jako jednostki, jako istoty czujące, jako istoty zróż­nicowane. Wydaje się, że właśnie luka w rozwoju funkcji uczu­ciowych i popędowych wyraża strukturę psychopatyczną lub bli­ską psychopatycznej, świadczy o jednostronnym rozwoju. Cały świat piękna uległby natychmiast zniszczeniu, gdybyśmy wyeli­minowali strukturę uczuciową i dążeniową człowieka.Ogromna większość filozofów hinduskich uważa, że inteligen­cja jest najwyższą w hierarchii funkcją psychiczną człowieka. Są­dzą oni, że w rozwoju konieczne jest pełne ogołocenie z uczuć i popędów, a droga do identyfikacji z bóstwem wiedzie przez abstrakcyjne myślenie. Im wyżej rozwinięty jest człowiek, tym bardziej jest istotą bezczuciową, jest rozumem. Na pewnym po­ziomie nawet miłość jest zimtelektualizowana i nosi miano amoi dei. To samo dotyczy woli. Jeżeli osoba chce się głęboko i auten­tycznie rozwijać w kierunku zjednoczenia z bóstwem, musi nie tylko porzucić przywiązania cielesne, czy cielesno-duchowe, ale musi wyrzec się wszelkich związków, choćby najbardziej ducho­wych. Pewne sekty buddyjskie sprowadzają „ja” do samej inte­ligencji, zdolnej w jakiś sposób do czystego, pozbawionego treści myślenia K Według Paula Bruntona „myśl prosta i czysta w swo­jej najwyższej esencji stanowi substancję wszechświata” 2. A za­tem nic nie może być doświadczone przez istotę ludzką inną drogą niż przez myślenie3. Opinie te są nie do przyjęcia, gdyż skazują na atrofię najważniejszą grupę funkcji ludzkich, skazują na atro- fię indywidualność ludzką.

UCZUCIA I INTELIGENCJA

Wydaje się, że nawet przy braku jakichkolwiek udo­wodnionych praw sensu życia, sami, na podstawie naszego roze­znania, naszego przeżycia i naszej miłości, będziemy nadal budo­wać wyższą rzeczywistość, poza obozami zagłady, poza nieludz­kim światem, poza pozbawieniem godności człowieka, poza nie­odpowiedzialnym życiem, poza nie dającym się przyjąć ani wy­tłumaczyć „bólem istnienia”. Uzbrojeni tym sposobem w dążność do autentycznego pozna­nia człowieka, w dążność do podjęcia walki z genetycznym, indy­widualnym i społecznym złem i uzbrojeni syntonią, miłością do wszystkich cierpiących, zbudujemy może w niedalekiej przyszło­ści lepszy świat, immanentny i transcendentny poprzez „wysiłek miłości” i przez ogołoconą z kłamstwa własną drogę do przekro­czenia zła.Przyzwyczailiśmy się, że uczucia i dążenia stanowią najważniejsze lub równoważne z rozumem funkcje psychiczne. Właśnie uczucia i dążenia stanowią o indywidualnym zróżnico­waniu człowieka. Uczucia i dążenia są częściowo przedmiotem i bodźcem samoświadomości: stanowią o dramacie rozwojowym człowieka, wyzwalają dążenia do absolutu, do wyłączności, de­cydują o głównych zainteresowaniach, autentyzmie. Są one przed­miotem poezji, malarstwa, rzeźby, filozofii. Stanowią o sensie ży­cia, o poczuciu tożsamości z sobą samym, o poczuciu różnicy między człowiekiem a światem zewnętrznym, o jego empatii,0   całym jego indywidualnym człowieczeństwie.

WYBITNE JEDNOSTKI

Jednostki wybitne, wysoko i wszechstronnie rozwinięte same sobie uświadomią, że są „u progu śmierci” i nie potrzeba im lu­dzi, którzy będą im o tym — zazwyczaj niezgrabnie — mówili. Wybiorą sobie sami kogoś, z kim wiąże ich głębokie przyjaciel­skie porozumienie, aby o tym mówić, albo razem z nim milczeć. Taka właśnie filozofia czy psychoterapia „śmierci” będzie najpro­stsza, najbardziej wskazana, oparta na zasadach wielopoziomo­wości i — w ten sposób — odpowiadająca wymogom zdrowia psychicznego. Takiej filozofii domagali się między innymi S. Kier- kegaard, Miguel de Unamuno, Władysław Dawid. Uważali oni, że nie ma mądrości życia, bez mądrości w stosunku do śmierci, i że esencja jednej wzmacnia i pogłębia drugą.Pośród prawd o świecie znajdujemy ważną myśl Sokra­tesa, którą nazywamy postawą sokratyczną: „wiem, że nic nie wiem, ale jeżeli wiem, że nic nie wiem, to i nie myślę o tym, że wiem” oraz postawę wszechstronnego wniknięcia w „smutek tego świata”, w „tragedię esencjalną” świata, opierającego się na krzywdzie, niedoli, poniżeniu, demagogii, dominowaniu zbrodni i sprytu oraz na wzajemnym „pożeraniu się” w znaczeniu fizycz­nym i psychicznym.

W WIELU PRZYPADKACH

Istnieją książki, ukazujące potrzebę uświadamiania ludziom skazanym na rychłą śmierć, że właśnie śmierć przychodzi. Nie bardzo rozumiem takie niezróżnicowane wskazania. Chodzi o to, że ludzie chorzy, skazani w krótkim czasie na śmierć, są — w większości przypadków — nie przygotowani do głębszego przeżywania śmierci. A zresztą któż jest czy może być w sposób naprawdę autentyczny do niej przygotowany? Wydaje mi się, że w wielu ludzi skazanych na szybką śmierć woli o niej nie wiedzieć, j nie myśleć, woli odwrócić od niej uwagę. Przedkłada w tych warunkach serdeczność w stosunku do siebie, która łagodzi cier­pienia i nie wprowadza w atmosferę trwogi. Przecież moment zbliżania się śmierci nie może — w ogromnej większości przy­padków — przetworzyć osoby do niej nie przygotowanej. I tutaj tkwi wymaganie zasadnicze: oceny poziomu przygotowania da­nej osoby do śmierci i potrzeby rozmawiania z daną osobą 0  śmierci. Decyzje w tej sprawie trzeba zostawić chorym i ich 1 inicjatywie.Jest oczywiste, że są ludzie, którzy przed śmiercią myślą f o niej ze świadomością i potrzebą jej przeżywania. Ale gdzież I mamy takich, którzy potrafią miarodajnie o niej mówić, którzy potrafią dać umierającym coś autentycznego w tej materii. Mu­sieliby to być mędrcy lub święci, a nie trochę zaledwie oczytani w tej materii psychologowie czy lekarze. Wobec braku odpo­wiedniego doboru i braku wykształcenia w tym zakresie przed­stawicieli kleru również i on nie zawsze potrafi uświadomić   przygotować do śmierci.

POWRÓT DO WARTOŚCI

To tak właśnie jak u wspomnianych już: Ojca Kolbego, dr. Kor­czaka, Joanny d’Arc czy u Sokratesa, który kochał swoich bli­skich, przyjaciół, swoje Ateny, a jednocześnie przyjął wyrok śmierci i wykonał go na sobie.Tak więc, jak w przypadku każdego z najważniejszych zja­wisk w życiu człowieka, do których należy śmierć, tak i w innych zjawiskach „wartości” — chociaż nie tak ważnych — różnicu­jemy poziomy percepcji zagadnienia, poziomy myśli o tym za­gadnieniu, poziomy intuicyjnego wnikania w każde z tych za­gadnień i przeżywania go najgłębiej, po ludzku.Widzimy w tym prądzie rozwojowym, na poziomach niższych, bezduszność w stosunku do śmierci, niewiarę w jej istnienie, nie- rozumienie zadawania innym śmierci i automatyczny, zwierzęcy,biologiczny lęk przed własną śmiercią, jeżeli zbliża się ona nie­uchronnie.Z czasem, jak już mówiłem, powoli człowiek dorasta do rozu­mienia śmierci własnej i innych, nie może przejść obojętnie obok śmierci kogoś innego. Następnie zbliża się do przeżywania śmierci innych, a — szczególnie głębokiego przeżywania śmierci swoich bliskich. Od impulsywnego protestu przeciw śmierci, poprzez jej auten­tyczne przeżywanie, poprzez historię długiego ciągu codziennych lub prawie codziennych agonii z nią związanych zaczyna prze- błyskiwać droga do transcendencji konkretnej, w której zary­sowują się możliwości zachowania najgłębszych wartości, które wybraliśmy świadomie, przeżyliśmy, afirmowaliśmy i rozwija­liśmy, i które są dla nas ważniejsze od naszego życia. Te wartości, do których nie będę powracał, są warunkiem sine qua non sensu naszego życia i bez nich często żyć nie chcemy.

NA NAJWYŻSZYM POZIOMIE

Na najwyższym, dostępnym jeszcze dla badań empirycznych poziomie rozwoju, a więc na poziomie integracji wtórnej — na poziomie osobowości — pogląd i przeżywanie śmierci idzie dalej w kierunku wytkniętych wartości i celów poprzedniego poziomu. Nie przestają one być zagadnieniem dramatycznym, graniczą­cym czasem z tragizmem, ponieważ ich treść nawet na poziomie lepszego rozumienia spraw transcendentalnych — nie jest wy­raźna. Ta treść z jednej strony jest dość spokojnie ujmowana z powodu narastającego w postawie jednostki ujmowania kon­kretnego ideału zawierającego intuicyjnie dalekie prospekcje, a z drugiej strony — jest nasycona już wskazanym konkretyzmem. Jest to postawa dość wyraźna, prowadząca do dalszego rozwijania dwóch esencji: indywidualnej i społecznej, a tym sa­mym zachowania i rozwoju własnej tożsamości z projekcją po­trzeby współżycia ze swoimi bliskimi w transcendencji, dalszego realizowania własnych głównych zainteresowań, uzdolnień i ta­lentów, a także zachowania empatii dla wszystkich ludzi, zacho­wania i rozwoju wysokiego poziomu świadomości i autentyzmu społecznego oraz odpowiedzialności. Występuje tutaj stała goto­wość do śmierci dla wielkich ideałów ludzkości, dla swoich bli­skich, dla „skrzywdzonych i poniżonych”.

ZDOLNOŚĆ POŚWIĘCENIA

  Przychodzi pełna zdolność poświęcenia swojego życia dla „spra­wy”. Jest to postawa autentyczna, którą wyrazili swoim życiem opiniami tacy ludzie, jak Sokrates, Joanna d’Arc, Ojciec Kolbe, dr Korczak i inni. Transcendentalizm śmierci, zachowując wszyst­kie przeżycia wartości konkretnych wyraża się w przekonaniu, że związki przyjaźni i miłości pozostają wieczyste. Zdrowie psy­chiczne wyraża się tutaj w coraz bardziej stabilizującej się po­stawie w stosunku do siebie i otoczenia, w dużo spokojniejszej aniżeli na poprzednim poziomie postawie w stosunku do nieprze- mijania konkretnych wartości transcendentalnych, w dużo spo­kojniejszej, trwałej i mocnej empatii i odpowiedzialności w sto­sunku do innych, przy ugruntowywaniu się w rozumieniu i przeżywaniu „nieprzechodzenia wartości” raz uświadomionych,wybranych, afirmowanych i rozwijanych, a więc wartości esen- cjalnych. Jest to wyraz dalszego rozwoju zdrowia psychicznego zbliżającego się do poziomu mądrości.

NA KOLEJNYM POZIOMIE

Na poziomie czwartym rozwoju, a więc na poziomie dezinte­gracji wielopoziomowej, zorganizowanej i usystematyzowanej, mamy obraz dość różny, chociaż z dużymi podobieństwami do poprzedniego. Cała atmosfera zewnętrzna i wewnętrzna przeży­wania i tworzenia uspokaja się stopniowo. Widzi się rzeczywi­stość w perspektywie własnego rozwoju w stosunku do rozwoju społeczeństw i ludzkości. Uzyskuje się dość wszechstronną miarę obiektywną i subiektywną, zarówno własnego środowiska we­wnętrznego, jak i środowiska zewnętrznego. Rozwój „czynników trzecich” i dynamizmów „przedmiot-podmiot” przenosi wyraźnie esencję jednostek na wyższy poziom i tam ją stabilizuje. Docho­dzi do szerszego i głębszego rozpoznania przeżycia i rozwoju esencji indywidualnych i społecznych oraz do jaśniejszego wi­dzenia i przeżywania konkretnego ideału indywidualnego i spo­łecznego. Śmierć nabiera waloru zjawiska wielopoziomowego, ujętego w hierarchiczny rozwój transcendentalny, a więc daje perspektywy i potrzeby zachowania istotnych, centralnych jako­ści jako niezmiennych. Lęk przed śmiercią słabnie, jeżeli chodzi 0   śmierć własną, ale jeszcze bardziej wzrasta przeżywanie i ro­zumienie śmierci innych oraz rozstania z nimi. Potrzeba związków wieczystych rośnie i ustala się jako wartość nieprzemijająca. Przychodzi pełna zdolność poświęcenia swojego życia dla „spra­wy”.