W CENTRUM ZAINTERESOWAŃ

Obserwujemy tutaj powsta­wanie i rozwój instynktu śmierci cząstkowej, a więc i wewnę­trznej transformacji — osłabienia cech „niższych” mniej ludz­kich przy rozwoju i umacnianiu właściwości wyższych. Zagadnie­nie śmierci staje w centrum zainteresowań i przeżyć głównie z dwóch powodów: z powodu wyraźnych, silnych, często wstrzą­sających przeżyć wewnętrznych i z powodu związanego z nimi rozumienia i przeżywania wielopoziomowości, hierarchii przeżyć i wartości, co powoduje podejście do zagadnienia śmierci jak do czegoś, czego nie da się zrozumieć na jednym poziomie, ale do czego musi być niejako „wciągnięta” cała hierarchia kształtują­cej się rzeczywistości wielopoziomowej, aż do nieuchwytnego wyraźnie, ale konkretnego ideału osobistego i społecznego. W ten sposób rozwój człowieka staje się dramatyczny, twórczy, odse- parowujący się od dotychczasowych kryteriów, a — z drugiej strony — powstaje nadzieja, że poprzez ten wielopoziomowy rozwój rzeczywistości i wartości osiągnie się możliwość rozu­mienia i przeżywania śmierci, jako zjawiska nie kończącego się tutaj, na tej ziemi.

NA NASTĘPNYM POZIOMIE

Na poziomie następnym, to znaczy na poziomie dezintegracji jednopoziomowej z jej ambiwalencjami i ambitendencjami, z jej wzmożoną pobudliwością psychiczną na dość niskim lub średnim poziomie, z tendencją do zmian postaw wyższości i niższości, z impulsywnością, opozycją i protestem; z nierównowagą psy­chiczną przy braku hierarchizacji, a równocześnie przy znacznej psychologizacji postaw i tendencjach rozwojowych (choć jedno­poziomowych) psychicznego środowiska wewnętrznego — pro­blem śmierci staje się ważny, ale jest ujmowany zmiennie, „spa- stycznie”, impulsywnie. Jak podkreślałem, nie ma w tym sto­sunku hierarchizacji i wystarczającej refleksji, ale są wyraźne impulsywne przeżycia, przede wszystkim śmierci innych, a także śmierci własnej.Impulsywność, zmienność nastrojów nie pozwala na pogłębie­nie tego zagadnienia i odkrycie go w nowych, bardzo skompliko­wanych warunkach i wymiarach. Nie pozwala na związanie tego problemu z twórczością, nie pozwala także na proces transfor­macji moralnej i filozoficznej. Ale — z drugiej strony — pozwala na silne przeżywanie cudzej śmierci (kogoś bliskiego) i na impul­sywne samobójstwo.Na trzecim poziomie — dezintegracji wielopoziomowej spon­tanicznej, niezorganizowanej — rozwój znajduje „nową rzecz pod słońcem”, to znaczy problemy i przeżycia hierarchiczne, problemy i przeżycia wielopoziomowe, a więc przeżycia: hierar­chicznego środowiska wewnętrznego, konfliktów wewnętrznych i dochodzenie do coraz głębszego odkrywania siebie „niższego” w stosunku do siebie „wyższego”.

PRZEDSTAWIENIE NASZEGO STOSUNKU

Jak już wskazywałem w tych właśnie niezmiennościach pew­nych jakości i w tej tożsamości człowieka zawiera się nasz sto­sunek do śmierci, nasz sens życia nieśmiertelnego. A teraz przejdźmy do przedstawienia naszego stosunku do problemu śmierci według teorii dezintegracji pozytywnej i w za­leżności od poziomów rozwojowych, uwzględnionych przez tę teorię. Na pierwszym poziomie, a więc na poziomie prymitywnej integracji — śmierć „nie istnieje”. Jest to zagadnienie widziane tylko z zewnątrz. Ma tu miejsce niemożność wyobrażenia i prze­życia siebie jako umierającego czy umarłego. Jest natomiast łatwość zadawania śmierci innym. Przesłonięcie, i to gruntowne, przeżywania i wiedzy o własnej śmierci — ułatwia chyba zada­wanie śmierci innym. Brak tutaj jakiejkolwiek empatii, brak psy­chicznego środowiska wewnętrznego, brak jakichkolwiek zdolno­ści przeniesienia się w sytuację kogoś innego, brak przeżyć hie­rarchii. Inteligencja znajduje się na usługach prymitywnych po­pędów, brak jest konfliktów wewnętrznych. Występuje egocen­tryzm i egoizm, stereotypia, jednostronne, egocentryczne ambi­cje, tendencje do bycia wyżej aniżeli inni. Wszystkie te cechy uniemożliwiają rozumienie śmierci, jako zjawiska psychologicz­nego i filozoficznego.

W POWIĄZANIU

W powiązaniu z tym, co twierdzi Rollo May, pozwala nam to osiągnąć wyższe formy bezpieczeństwa, oparte na wyższych war­tościach, na wyższych miłościach, na wyższych przyjaźniach. Na pewnym poziomie rozwoju człowieka stabilizują się jego centralne, jakości, które stają się trwałe, wieczyste, niepowta­rzalne. Inne ważne jakości mogą ukształtować się w trakcie roz­woju, ale nie usuwają tych centralnych, które mogą się rozwijać dalej pod względem intensywności, ale które jako jakości są nie­zmienne i nie do usunięcia. I w tym ma swoje źródło istota dążeń człowieka do nieśmiertelności.W sprzęgu rozwojowości i niezmienności pewnych jakości tkwi jakiś związek zasady nieśmiertelności. Te jakości — to wła­sne esencje osobowości, własne najwyższe cechy osobowości, właściwości indywidualne i społeczne. Pierwsze zawierają w so­bie nasze najwyższe zainteresowania, uzdolnienia i talenty, nasze , jedyne, niepowtarzalne związki uczuciowe, naszą tożsamość za­równo w naszej historii rozwoju, jak i w naszych prospekcjach w przyszłość. Esencję społeczną stanowią takie wartości, jak: wysoki poziom świadomości i empatii społecznej, wysoki poziom odpowiedzialności i autentyzmu społecznego.

POTENCJAŁ ROZWOJOWY

Powoli, przy odpowiednim potencjale rozwojowym czy w wy­niku doświadczeń, przestajemy manipulować i „ustawiać” nasze uczucia do śmierci. W dalszych fazach, a raczej poziomach roz­woju, uwrażliwiamy się na śmierć i przestajemy się od niej od­wracać, chociaż nie wprowadzamy jej jeszcze do centrum świa­domości i nie stykamy się z nią zbyt często. Ale oto na poziomie wysokiej wrażliwości afektywnej i wyobrażeniowej — zaczy­namy ją przeżywać; stale odczuwamy jej obecność przy nas, jej tragizm i jej najwyższe wartości. Inne nasze sprawy wiążą się z nią lub odchodzą na margines naszego życia. Słabnięcie naszego egoizmu przy wielopoziomowym rozwoju umożliwia nam auten­tyczne przedkładanie śmierci własnej nad śmierć najbliższych. Wówczas to powstaje powoli to, co w teorii dezintegracji pozy­tywnej nazywamy instynktem śmierci cząstkowej. Jest to instynkt prowadzący nas do osłabienia, eliminacji, a nawet atrofii tych naszych właściwości, które są nadmiernie biologiczne, prymityw­ne, jednopoziomowe i które wyrażają popędy gatunku z pomi­nięciem, z odrzuceniem na margines, naszych właściwości auten­tycznie ludzkich, zarówno indywidualnych, jak i społecznych. Instynkt ten ochrania i wzmacnia nasze wyższe uczucia, wyższe potrzeby, wyższe wartości indywidualne i społeczne. Instynkt ten zatem nie dopuszcza, aby „zmalało” coś z naszych wyższych uczuć, z naszych wyższych przeżyć, ale pomaga nam je wzma­cniać, pomaga przy nich także trwać zarówno za życia, jak i po śmierci.

DOJŚCIE DO PROBLEMU

Według tego autora twórczość idzie w parze z roz­wojem stosunku do śmierci, a rozwój tworzy kolejne szczeble w kierunku coraz wyższych form bezpieczeństwa, bezpieczeństwa wyższych poziomów przy rozpatrywaniu śmierci.W ten sposób dochodzimy do problemu wielopoziomowości w ustosunkowaniu się do śmierci. Poziom tego ustosunkowania jest niejako funkcją wszechstronności rozwoju każdej jednostki. Jednostka zamknięta w realizacji wyłącznie tzw. podstawowych potrzeb nigdy nie przeżywa głęboko, całkowicie, autentycznie śmierci. Po przeżyciu szoku, po pewnym czasie zapomina o nim, przezwycięża względnie łatwo trudności poprzez zmianę przyja­ciół, zmianę partnerów w małżeństwie, zmianę celów. Jednostki takie szukają „płodozmianu” w swych potrzebach. Nie są one zdolne do jedynych niepowtarzalnych uczuć, gdzie utracenie ich przedmiotu powoduje niezabliźnioną ranę, a pamięć o nim trwa lata i dziesiątki lat, a nawet aż do śmierci. Nie ma w nich takich „esencji”, które mogą być zamienione na inne, nie ma „przywią- zań”, o których można by zapomnieć. To, że śmierć naszych bli­skich jest poza naszą kontrolą, jak twierdzi cytowany już Koesten­baum, nie zmniejsza tragedii, która trwa, a nawet rozwija się. Nie można odsunąć przywiązań, jak doradza ten autor, bo utraciłoby się przez to najwyższą cechę ludzką, to znaczy stale rozwijającą się pamięć afektywną w stosunku do przyjaciół i najbliższej rodżiny. Jakże to jest krańcowo przeciwne postawie M. Prousta w stosunku do matki (W poszukiwaniu straconego czasu). Po­głębiał on związek z matką przez wzmacnianie pamięci afektyw- nej, przeżywał i rozumiał percepcję i fiksację uczuciową w sto­sunku do postaci matki i to aż do śmierci.

POZORY POSTAWY

Taka postawa daje moż­liwość wyraźnego sukcesu. Ważna jest tutaj postawa „organizacji pracy” wobec świadomości śmierci. Muszę powiedzieć, że przy pozorach postawy egzystencjalnej życie nie ma tu żadnej treści egzystencjalnej. Śmierć stanowi tutaj jeszcze jeden bodziec do lepszego zorganizowania życia, do lepszego opracowania bussi­nesu z zapewnieniem sukcesu w tym życiu. Nie ma tutaj auten­tycznego przeżycia śmierci, wyjścia poza sprawy biologiczne, po­szukiwania transcendencji. Nie ma tutaj wstrząsów uczuciowych. Jest postawa, która nie wyraża autentycznej filozofii egzysten­cjalnej, autentycznych konfliktów wewnętrznych, jaspersowskiej „pasji nocy”. Nie ma tutaj cienia mistycyzmu, nie ma żadnej po­stawy wielopoziomowej. Stosunek do śmierci przypomina trochę interes biur pogrzebowych czy zarządów cmentarzy.Wypowiedzi Lorenton-Timo przejawiają znacznie bardziej skomplikowany punkt widzenia, oparty na stwierdzeniu nieodwra­calności śmierci, która jest wspólna dla całej ludzkości. Autor widzi potrzebę „pochylenia się” nad tym problemem i wyłuska­nia z niego niektórych spraw ludzkich, które nie zamykają się w mniej lub bardziej werbalnym stosunku psychoterapeuty, ale wyrażają dużo głębszy i szerszy stosunek lekarza jako człowieka do klientów.

RÓŻNE POGLĄDY AUTORÓW

Przytoczyłem tutaj różne poglądy wielu autorów na temat problemu śmierci. Nawet z tych krótkich cytatów widać, i to chyba bardzo jasno, że zarówno ci, którzy ustosunkowują się do śmierci, ale nie piszą o niej, jak i ci, którzy czynią jedno i dru­gie — wyrażają różne poziomy tego stosunku. Pierwszy z cyto­wanych autorów, Peter Koestenbaum, mówi realistycznie, ale jednopoziomowo o śmierci. Śmierć sprowadza się u niego do eko­nomii i organizacji życia. Wobec świadomości śmierci decydu­jemy się na wybór dobrze opracowany. Wybieramy zawód czy kierunki działalności takie, aby doprowadziły nas szybko do po­stawionego celu. Jest on zdania, że nasze zagadnienia życiowe trzeba „wziąć za rogi”, trzeba opanować swoje nadmierne uczu­cia, swoje przywiązania, bo na przykład śmierć ludzka jest poza naszą kontrolą, a to co jest poza naszą kontrolą nie jest warte naszego zbyt silnego przywiązania. Według tego autora nasze interesy powinny być podporządkowane naszemu mniej lub bar­dziej krótkiemu istnieniu. Trzeba wybrać najważniejsze sprawy życiowe, jak małżeństwo, samodzielność i kariera. Wówczas omi­jamy wiele frustracji, depresji, nastrojów beznadziejności. Trzeba zatem podejść do życia w sposób racjonalny, ekonomiczny, a po­rzucić świadomie to wszystko, co nie ułatwia decyzji. Czas w tych warunkach nie powinien być trwoniony.

ZAPOZNANIE Z POGLĄDAMI

Zapoznajmy się teraz z poglądami Roiło Maya na zagadnienia śmierci. Pisze on na początku swojej pracy: „Nikt nie może za mnie umierać; to jest jedyna rzecz, którą jestem obowiązany zro­bić sam” . Twierdzi on, że według licznych opinii, im bardziej zaprzeczamy faktowi śmierci, tym bardziej jesteśmy zdrowi psy­chicznie . Według niego „nasza kultura ucieka od śmierci, two­rząc kult postępu” . Rollo May cytuje tutaj Fromma, według któ­rego: „Celem życia człowieka jest przyciąganie przez to wszyst­ko, co jest żyjące i separacja od tego, co jest martwe” .Autor uważa, że powinniśmy widzieć wartości ważniejsze od prostego życia biologicznego. Artyści pokazywali nam w ciągu wieków, że twórczość i śmierć są ze sobą ściśle związane. Prze­żywanie ukrytego napięcia świadomości cechowało Michała Anio­ła, Van Gogha, Nietschego, Kierkegaarda i to było związane z pro­cesem destrukcji dawnych form życia i bezpieczeństwa.Rollo May uważa, że wymaga się destrukcji, a więc śmierci dawnych form bezpieczeństwa, jeżeli mamy zapowiedź narodze­nia się większego bezpieczeństwa niż dotychczasowe. Twierdzi, że akt odważnego skonstatowania śmierci jest aktem uszlachet­niającym. Kończy on swój artykuł przenośnią poetycko-filozoficz- ną: „Kiedy my umarli obudzimy się, będziemy mieli szanse do­wiedzieć się, że żyliśmy i nadaliśmy sens naszemu życiu. Cóż można więcej oczekiwać od człowieka?”

ŚWIADOMOŚĆ ŚMIERCI

Otóż świadomość śmierci ułatwia taką decyzję. Osobnik, który jest świadomy swej śmierci i ograniczenia swego czasu, zwróci uwagę na sprawy esen- cjalne. Przy takiej świadomości czas nie powinien być trwoniony. Według Koestenbauma przez uświadomienie sobie faktu śmierci wiele osób pozbędzie się paraliżującego i demoralizującego stra­chu . Świadomość ta daje możliwość odniesienia sukcesu w spra­wach, które danego osobnika paraliżowały.Inny autor, Alan Loreton-Timo mówi, że śmierć zmusza nas do odejścia z naszej bezpośredniej, bezczasowej identyczności . Fakt ten wstrzymuje różne formy naszego postępowania. Pozwala na spojrzenie na siebie w taki sposób, w jaki inni patrzą na nas. Ciągle jednak zdarza się postawa: „Inni umierają, ale nie ja”. Powoli kształtuje się różna od dawnych postawa w stosunku do własnych obowiązków. Dawniej odkładało się wiele rzeczy, teraz musi się decydować bez odkładania. Lorenton-Timo widzi u ludzi tendencję do podtrzymywania „fikcji swojej jedności” poza czasem i zagładą. Ale wyraźne spoj­rzenie na śmierć zmienia tę postawę. Lekarz widzący umierają­cych identyfikuje się z nimi i przeżywa realność własnej śmierci. Według Loretona-Timo: „Skończoność wiąże nas z pacjentami i    z innymi ludźmi w sensie udziału w najważniejszych sprawach życia i śmierci, co jest bardziej fundamentalne niż indywidualna rola lekarza i pacjenta” .