DOJŚCIE DO PROBLEMU

Według tego autora twórczość idzie w parze z roz­wojem stosunku do śmierci, a rozwój tworzy kolejne szczeble w kierunku coraz wyższych form bezpieczeństwa, bezpieczeństwa wyższych poziomów przy rozpatrywaniu śmierci.W ten sposób dochodzimy do problemu wielopoziomowości w ustosunkowaniu się do śmierci. Poziom tego ustosunkowania jest niejako funkcją wszechstronności rozwoju każdej jednostki. Jednostka zamknięta w realizacji wyłącznie tzw. podstawowych potrzeb nigdy nie przeżywa głęboko, całkowicie, autentycznie śmierci. Po przeżyciu szoku, po pewnym czasie zapomina o nim, przezwycięża względnie łatwo trudności poprzez zmianę przyja­ciół, zmianę partnerów w małżeństwie, zmianę celów. Jednostki takie szukają „płodozmianu” w swych potrzebach. Nie są one zdolne do jedynych niepowtarzalnych uczuć, gdzie utracenie ich przedmiotu powoduje niezabliźnioną ranę, a pamięć o nim trwa lata i dziesiątki lat, a nawet aż do śmierci. Nie ma w nich takich „esencji”, które mogą być zamienione na inne, nie ma „przywią- zań”, o których można by zapomnieć. To, że śmierć naszych bli­skich jest poza naszą kontrolą, jak twierdzi cytowany już Koesten­baum, nie zmniejsza tragedii, która trwa, a nawet rozwija się. Nie można odsunąć przywiązań, jak doradza ten autor, bo utraciłoby się przez to najwyższą cechę ludzką, to znaczy stale rozwijającą się pamięć afektywną w stosunku do przyjaciół i najbliższej rodżiny. Jakże to jest krańcowo przeciwne postawie M. Prousta w stosunku do matki (W poszukiwaniu straconego czasu). Po­głębiał on związek z matką przez wzmacnianie pamięci afektyw- nej, przeżywał i rozumiał percepcję i fiksację uczuciową w sto­sunku do postaci matki i to aż do śmierci.