ODRZUCENIE JEDNOŚCI

Inaczej nie ma Boga miłości, ale jest najwyższego rzędu dyk­tator, który stworzył nadmiar cierpień ludzkich, bardzo wyraźnie zindywidualizowanych i w rozwoju coraz bardziej się indywidu­alizujących przy naszym udziale, po to, aby po tym zdetermino­wać niezależny od nas proces „kropla—morze”, proces identyfi­kacji bez zachowania naszej esencjalnej struktury. Jeżeli tak jest, to jest to przeciw nam, przeciw „prawdziwie boskiej” i „prawdzi­wie ludzkiej” moralności. Jeżeli rzeczywiście tak jesteśmy zdeterminowani, to my sami stwarzajmy powoli inną, ludzką moralność i rzeczywistość. Przez najgłębiej pojęte przez nas dobro i empatię, przez wysiłek tworze­nia nowych funkcji, twórzmy rzeczywistość ludzką odrębnych „ja” i odrębnych „ty”, które wyrażałyby najwyższą rzeczywistość i najwyższą harmonię odrębności naszych i odrębności innych je­dnostek, połączonych empatią i gotowością do ofiary w trudno­ściach. Byłoby to realizowanie rzeczywistości „ja” — „ty” nie chaotyczne, nie oparte na prawie coraz mniejszego zróżnicowania, ze skazaniem go na zstąpienie do najniższej formy istnienia w nie- zróżnicowanej jedności. Odrzucajmy jedność, nie daje ona bo­wiem nic z komplikacji pozytywnej, nic z rozwoju, nic z milionów lat dążeń do zróżnicowania, daje potworny twór — nieświadomy, nie istniejący lub półistniejący, daje istnienie-nieistnienie albo nirwanę.