W WIELU PRZYPADKACH

Istnieją książki, ukazujące potrzebę uświadamiania ludziom skazanym na rychłą śmierć, że właśnie śmierć przychodzi. Nie bardzo rozumiem takie niezróżnicowane wskazania. Chodzi o to, że ludzie chorzy, skazani w krótkim czasie na śmierć, są — w większości przypadków — nie przygotowani do głębszego przeżywania śmierci. A zresztą któż jest czy może być w sposób naprawdę autentyczny do niej przygotowany? Wydaje mi się, że w wielu ludzi skazanych na szybką śmierć woli o niej nie wiedzieć, j nie myśleć, woli odwrócić od niej uwagę. Przedkłada w tych warunkach serdeczność w stosunku do siebie, która łagodzi cier­pienia i nie wprowadza w atmosferę trwogi. Przecież moment zbliżania się śmierci nie może — w ogromnej większości przy­padków — przetworzyć osoby do niej nie przygotowanej. I tutaj tkwi wymaganie zasadnicze: oceny poziomu przygotowania da­nej osoby do śmierci i potrzeby rozmawiania z daną osobą 0  śmierci. Decyzje w tej sprawie trzeba zostawić chorym i ich 1 inicjatywie.Jest oczywiste, że są ludzie, którzy przed śmiercią myślą f o niej ze świadomością i potrzebą jej przeżywania. Ale gdzież I mamy takich, którzy potrafią miarodajnie o niej mówić, którzy potrafią dać umierającym coś autentycznego w tej materii. Mu­sieliby to być mędrcy lub święci, a nie trochę zaledwie oczytani w tej materii psychologowie czy lekarze. Wobec braku odpo­wiedniego doboru i braku wykształcenia w tym zakresie przed­stawicieli kleru również i on nie zawsze potrafi uświadomić   przygotować do śmierci.